Już 5 lat.
Jednak w związku z tym, że nie ma z nami M., który wróci dopiero dziś późnym wieczorem, skromna impreza urodzinowa, w kameralnym gronie przewidziana jest na jutro.
Ale za to mała impreza była w przedszkolu, gdzie Mateusz podążył z torbą pełną cukierków i w czarnej szacie.
Dlaczego czarnej zapytacie?
A dlatego, że dziś w przedszkolu była zabawa karnawałowa.
Młody przebrany był za:
Kto wie, kto wie?
Tak, tak to ninja.
Ostatnio Mateusz interesuje się bajką Ninjago i jak tylko strój ninja upatrzył w wypożyczalni, to wszystkie inne przestały być interesujące.
Problem powstał kiedy Młodszej spodobał się strój i w spazmy i lamenta uderzyła, że ona tez chce.
Zatem...
...powstał zatem ninja w wersji żeńskiej. A co!!
Jak wiadomo nieodłącznym atrybutem ninja jest miecz.
Cóż, niekoniecznie fakt mi się ten spodobał, bo przecież to broń, a ja chciałabym od niej jak najdalej. Jednak jak M. oczami przewrócił i stwierdził, że przesadzam, to się zamknęłam.
Ustaliłam jednak z Młodym kilka punktów kodeksu honorowego ninja, w którym to kodeksie podstawowymi punktami było:
Nie bijemy.
Chronimy młodszych i słabszych.
Nie zaczynami walki.
Znudzony Mati w końcu rzekł "Przecież wiem mamo", no to w końcu odpuściłam.
Miecz ninja został w przedszkolu skonfiskowany na dzień dobry. I słusznie.
Dowiedziałam się jednak od pierworodnego, że robił za rekwizyt do zdjęcia.
Ok, do zdjęcia może być.
Zabawa podobno była przednia, łącznie z padającym sztucznym śniegiem (jedynym jak na razie tej zimy).
I o to chodziło.
Karnawał 2014 oficjalnie uważam za otwarty.
Za tydzień Młoda balować będzie.