wtorek, 3 grudnia 2013

Podobno jak się coś zostawi to się wraca.

Podczas naszego, a właściwie Mateuszowego pobytu w szpitalu z zapaleniem płuc, o którym to pobycie można przeczytać tutaj, zostawiłam w lodówce jedzenie. Wróciłam się po nie następnego dnia. Ktoś jednak krzyknął, że jak się coś zostawiło to się w to miejsce wróci. Machnęłam ręką. Zabobon.
A jednak!
Ten ktoś wykrakał, bo Mati od wczoraj ponownie na oddział dziecięcy zawitał.
Tym razem zapalenie węzłów chłonnych szyjnych i zapalenie ucha. Tylko, że ja nie wiem co było najpierw, bo Młody na ból węzłów chłonnych narzekał, zaś na ucho nie.
Seria badań, także w kierunku mononukleozy,  RTG klatki piersiowej, bo trzeba było skontrolować skoro niedawno przechodził zapalenie płuc i laryngolog.
CRP tym razem powyżej 100. Dostał dzieć mój antybiotyk i zaproszenie na oddział.
Wieczorem, kiedy to ległam juz na podłogę aby, po pełnym negatywnych emocji dniu, odpłynąć w sen twardy i błogi (twardy dosłownie, bo podłoga zdecydowanie do miękkich nie należy), syn mój zakomunikował, że go ucho swędzi.
- To go sobie podrap- odparła troskliwa matka.
Prawdopodobnie wtedy zaczęło mu się z ucha sączyć.
Rano obchód.
Badało go trzech lekarzy. Nic nie zauważyli.
Matka tez nic nie widziała.
Trzeba było taty i jego spostrzegawczości. I to tata własnie zauważył, że w uchu dziecka jest nadmiar czegoś.
Mateusz ponownie na laryngologię zawitał, gdzie mu ucho wyczyścili.
Po wieczornej kontroli, konieczności ponownego czyszczenia ucha nie stwierdzono.

Dzieć zdecydowanie zadomowiony na korytarzach szpitalnych. Znalazł sobie tylu kolegów, że jakbym wyszła, to pewnie dobre pół godziny by minęło zanim by się spostrzegł. Nie sprawdzałam, tylko tak przypuszczam.

W trakcie obiadu, zaginął mój kubek.
Szczęściem w nieszczęściu było to, że pamiętałam ostatnie miejsce pobytu zaginionego, więc list gończy rozesłałam.
Przy kolacji kubek do rąk moich własnych osobistych wrócił, o czym poinformował głosem mocnym i dobitnym mój pierworodny.

Jeszcze nie wiem kiedy opuścimy szpital. Może jutro dowiemy się coś więcej, bo dziś synek miał jeszcze dodatkowo USG jamy brzusznej i węzłów chłonnych. O 10:00, ale nasz lekarz prowadzący juz się zdążył ulotnić, więc nie wiem. Pytałam innego lekarza, to grzecznie mi objaśnił ( a właściwie objaśniła) co z USG wynikło, ale nie potrafiła mi powiedzieć jak długo jeszcze na oddziale będziemy.

Czekamy wobec tego na dzień jutrzejszy i wieści z lini frontu.

6 komentarzy:

  1. O kurczę, warunki w jakich nocują rodzice z dziećmi w szpitalach, to jest jakiś horror. Nie macie możliwości wykupienia izolatki? Przynajmniej byś miała normalne łóżko do spania i większa szansa, że mały nie złapie np. rotawirusa od innych dzieci. Ej niedobrze, niedobrze. Szybkiego powrotu do zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jestesmy w izolatce. Pytałam o łóżko, ale tego dnia przyjęto jedenaścioro dzieci, z czego większość z rodzicami, więc wszystkie łóżka były pozajmowane. Mielismy byc tylko dwa dni, a wszystko wskazuje na to, że będziemy do piątku. Podłogę usłałam matą do ćwiczeń, kołdrą i kocem, także da sie przeżyć bez dodatkowych kosztów. w paxdzierniku zapłaciliśmy za łózko w szpitalu prawie 300,00 zł. nie mam ochoty tym razem na powtórkę, tym bardziej, że co drugą noc wymienia mnie moja mama i razem doszłysmy do wniosku, że szkoda pieniedzy. damy radę!

      Usuń
  2. Zdrówka dla Matiego, oby szybko doszedł do siebie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy.wbrew chorobie Mati ma się całkiem dobrze. Nosi go po całym oddziale.

      Usuń
  3. Rany boskie, Wy to macie!

    Wszystkiego dobrego życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. zostalismy wzieci przez zaskoczenie. Miało być tylko badanie w kierunku mononukleozy, a wyszło jak wyszło. Z jednej strony znowu szpital, ale z drugiej młody kompleksowo przebadany równiez kontrolnie po zapaleniu płuc, więc nie narzekamy. Inni mają gorzej.

      Usuń

Zawsze chętnie przeczytamy co mają do napisania inne mamy :) Zapraszamy do komentowania