Z kreatywnością osobiście jestem troszku na bakier, więc póki co królują u nas place zabaw oraz plaża w ilościach co prawda mizernych, ale zawsze.
A czemu na plaże rzadko? Ano matka nie posiada odpowiedniego przyodzienia, o figurze juz nie wspomnę. Jeszcze na figurę to machnę ręką, ale jak cycki wyłażą ze stanika zakupionego w epoce kamienia łupanego to już tak gorzej... z samopoczuciem moim gorzej, bo uwierał i we znaki się dawał.
Stąd po tej jednej eskapadzie na kolejną, bez nowego stroju, ochoty nie mam.
Na szczęście są place zabaw. Wprawdzie wyczyny młodszej przyprawiają mnie czasem o palpitację serca i nagły brak powietrza, ale jakoś brniemy wspólnie do przodu. Niewątpliwie matczyny głos: chodź tu, uważaj, nie tam, nie tak wysoko...itd. roznosi się w nadmiarze, ale taka ma natura, choć z nią walcze dzielnie to jednak w większości wypadków przegrywam, no chyba, że mocno powieki zacisnę i udawać będę, że mnie nie ma tam gdzie jestem i nie widzę tego co widzę albo wydaje mi się, że widzę albo zaraz zobaczę.
W dbałości o matczyną psychikę, dzieci od czasu do czasu przysiadały na chwil parę i radosną twórczość kredą do asfaltu uskuteczniały.