Ale ci zazdroszczę tego morza.
Zdanie to słyszałam niezliczoną ilość razy.
Jedziemy nad morze na wakacje
Czytałam niezliczoną ilość razy na blogach czy facebooku.
Fakt niezaprzeczalny, mieszkając nad morzem, mamy go pod dostatkiem o każdej porze dnia i nocy.
Tylko dlaczego w sezonie mamy ochotę uciec?
Bo jest najazd turystów. Podobno jest nas w sezonie czterokrotnie więcej na tych samych kilometrach kwadratowych.
Lipiec i sierpień to czas najbardziej wytężonej pracy, czas kiedy wielu zarabia na cały rok.
Szybkie zakupy po pracy? Nie ma szans.
Spotkanie z przyjaciółmi przy grillu? Jak już się uda zebrać towarzystwo w tym samym czasie i w tym samym miejscu to pogoda wtedy najczęściej płata figla.
A dzieci?
Teoretycznie mają wakacje.
Jednak w lipcu, w przedszkolu Mateusza zostało 60% dzieci.
W sierpniu, z kolejnego dyżurującego przedszkola korzysta około 60-cioro dzieciaczków z jego placówki.
Wakacyjny wyjazd w wakacje?
Jedynie palcem po mapie.
I mimo, że lubię lato, to plażę w sezonie raczej omijamy szerokim łukiem. Za gęsto, za tłoczno W tym roku byliśmy raz.
Mimo wszystkochcielibyśmy choć trochę dać dzieciom tych wakacji w wakacje.
Pozostaje zatem zorganizowac weekendowe atrakcje.
I organizujemy.
Wykorzystaliśmy obecność cyrku:
Jak wspomniałam wcześniej, wybraliśmy się na plażę
W jedną z sobót zabrałam młodą na dmuchany plac zabawW tym samym czasie młody z tatą był n a Samolotach 2. dmuchane szaleństwo nadrobił w niedzielę.
Bylismy równiez na imprezie urodzinowej kolegi Mateusza na dzikim Zachodzie. Atrakcji było co niemiara i dzieci bawiły się świetnie.
Namiastka wakacji, zawsze jednak coś.
Uroki bycia mieszkańcem miasta nad morzem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wakacje. Pokaż wszystkie posty
sobota, 16 sierpnia 2014
poniedziałek, 29 lipca 2013
Wszechobecny.
Normalnie plażing, leżing i smażing.
Ale dla mnie to nie jest normalne, bo ja nie jestem typem plażowiczki. Przez upały siedzimy do popołudnia w domu i dzieci "fisiują". Z nudów, z gorąca. Kiedy ja, lepiąc się od potu siedzę i wachluję się czym bądź, to moje dzieci, nie wiedzieć skąd, mają tyle energii, że pewnie połowę dorosłych mieszkańców kamienicy by obdzielili, a i jeszcze sporo by im zostało. Zasoby niewyczerpane mają.
Mimo uchylonych okien temperatura w pomieszczeniach w okolicach 30 stopni (wczoraj wieczorem 28,5). Pijemy zatem wodę, chlapiemy się wodą i próbujemy przetrwać.
Ale to nie wszystko. Będąc mieszkańcami pewnego przeuroczego miasta nad morzem, musimy liczyć się coroczną dawką muzyki klubowej, która to bębni nam za oknami, bo przecież Sunrise mamy.
Rok rocznie zaciskamy z M. zęby i powtarzamy w myślach, że to tylko trzy noce.
Upał, gorączka, nie ma czym oddychać, okien nie zamkniemy, bo ugotujemy się żywcem, a za oknami wszędobylskie łubudubu.
Byle do 4:00, w sobotę, w niedzielę i w poniedziałek..
Po dzisiejszej nocy XI festiwal muzyki "wściekowej" mamy za sobą. Zasnęłam o 2:00.
A rano trzeba wstać. Moje dzieci odporne na odgłosy z zewnątrz, więc wstały przed 6:00. Zwlekłam się z łóżka, bo zwlec się musiałam, ale jadę na wyczerpujących się bateriach..
Pogoda troszkę łaskawsza, bo ranek powitał nas burzą i deszczem, a i cały dzień zachmurzone niebo jest. Temperatura na dworze 26 stopni i tyle samo w domu.
Prognoza na najbliższe 16 dni?
Nadal ciepło, gorąco, upalnie. Może troszkę postraszy pseudo deszczem,tak dla wytchnienia.
Po co komu Chorwacje i inne Tunezje. Zapraszamy nad Bałtyk.
Kilka migawek z tegorocznego Sunrise
zdjęcia ze strony fp RMF MAXXX
sobota, 27 lipca 2013
Odpowiedzialnym być.
Ale jak do diaska można świadomie doprowadzać do dramatu, tragedii?
Nie rozumiem.
Prawdopodobnie większość z Was widziała amerykański spot z dzieckiem zostawionym w upalny dzień w samochodzie. Tragedia, dramat i głupota matki.
Osobiście nie widziałam, bo odwagi nie miałam, zwłaszcza po tym jak przeczytałam komentarze.
Nie rozumiem!
Nie pojmuję!
Nie ogarniam !
Jak można?!
Nigdy, przenigdy nie zostawiajcie dzieci w samochodzie (zwierząt tez nie) ani na sekundę, ani na chwilę. W ogóle!
Ja w każdym razie obiecałam sobie, że jak kiedykolwiek dziecko w samochodzie bez opieki zobaczę, to dzwonię na policję bez zastanowienia.
Inny przykład bezmyślności rodzicielskiej.
Wczoraj, z moim tatą i dziećmi, byłam na plaży. Pogoda w tym roku wybitnie sprzyja turystom nad polskim morzem. Ze względu na nasłonecznienie i temperatury, na plażę chodzimy dopiero po 16:00.
W pewnej chwili, dzieci bawiły się na tyle grzecznie w piasku, że pozwoliliśmy sobie z tatą klapnąć na koc i nawet trochę się rozejrzeć wokół.
Byliśmy zatem świadkiem małej akcji.
Dzieć, płci męskiej, w wieku lat około 6 (na moje oko), pływał sobie w kole po wodzie.
Ratownik czujny był, do dziecka podszedł i o coś zapytał, mały ręką wskazał w kierunku plaży. Znowu chwilę z dzieckiem rozmawiał rozglądając się, po czym, prawdopodobnie poprosił by chłopiec zaprowadził go do rodziców. I dziecko zaprowadziło ratownika, kilka metrów od wody, gdzie za parawanem, głupkowato się uśmiechając stała mama chłopca.
Ratownik musiał jej dość ostro przemówić do rozumu, bo po chwili przestała się uśmiechać.
I znowu kompletnie nie pojmuję jak można małe dziecko samo posłać do wody, nawet obserwując, ale z kilku metrów. Jak u diaska chciała zareagować jakby zaczęło się coś dziać? Kiedy zorientowałaby się, że dzieje się coś złego? Nieodpowiedzialna kobieta.
Ludzie! Rodzice! Opamiętajcie się!
Najważniejsze bezpieczeństwo dziecka, a nie własna wygoda.
środa, 10 lipca 2013
Czas zabaw - fotorelacja
Z kreatywnością osobiście jestem troszku na bakier, więc póki co królują u nas place zabaw oraz plaża w ilościach co prawda mizernych, ale zawsze.
A czemu na plaże rzadko? Ano matka nie posiada odpowiedniego przyodzienia, o figurze juz nie wspomnę. Jeszcze na figurę to machnę ręką, ale jak cycki wyłażą ze stanika zakupionego w epoce kamienia łupanego to już tak gorzej... z samopoczuciem moim gorzej, bo uwierał i we znaki się dawał.
Stąd po tej jednej eskapadzie na kolejną, bez nowego stroju, ochoty nie mam.
Na szczęście są place zabaw. Wprawdzie wyczyny młodszej przyprawiają mnie czasem o palpitację serca i nagły brak powietrza, ale jakoś brniemy wspólnie do przodu. Niewątpliwie matczyny głos: chodź tu, uważaj, nie tam, nie tak wysoko...itd. roznosi się w nadmiarze, ale taka ma natura, choć z nią walcze dzielnie to jednak w większości wypadków przegrywam, no chyba, że mocno powieki zacisnę i udawać będę, że mnie nie ma tam gdzie jestem i nie widzę tego co widzę albo wydaje mi się, że widzę albo zaraz zobaczę.
W dbałości o matczyną psychikę, dzieci od czasu do czasu przysiadały na chwil parę i radosną twórczość kredą do asfaltu uskuteczniały.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



