Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaża. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2013

Odpowiedzialnym być.

Wychowanie dzieci to bardzo ciężka praca, a i tak zdarza nam się, że popełniamy błędy. Nieumyślne błędy, które mogą się skończyć np. bolesnym siniakiem.
Ale jak do diaska można świadomie doprowadzać do dramatu, tragedii?
Nie rozumiem.
Prawdopodobnie większość z Was widziała amerykański spot z dzieckiem zostawionym w upalny dzień w samochodzie. Tragedia, dramat i głupota matki.
Osobiście nie widziałam, bo odwagi nie miałam, zwłaszcza po tym jak przeczytałam komentarze.
Nie rozumiem!
Nie pojmuję!
Nie ogarniam !
Jak można?!
Nigdy, przenigdy nie zostawiajcie dzieci w samochodzie (zwierząt tez nie) ani na sekundę, ani na chwilę. W ogóle!
Ja w każdym razie obiecałam sobie, że jak kiedykolwiek dziecko w samochodzie bez opieki zobaczę, to dzwonię na policję bez zastanowienia.

Inny przykład bezmyślności rodzicielskiej.
Wczoraj, z moim tatą i dziećmi, byłam na plaży. Pogoda w tym roku wybitnie sprzyja turystom nad polskim morzem. Ze względu na nasłonecznienie i temperatury, na plażę chodzimy dopiero po 16:00.
W pewnej chwili, dzieci bawiły się na tyle grzecznie w piasku, że pozwoliliśmy sobie z tatą klapnąć na koc i nawet trochę się rozejrzeć wokół.
Byliśmy zatem świadkiem małej akcji.
Dzieć, płci męskiej, w wieku lat około 6 (na moje oko), pływał sobie w kole po wodzie.
Ratownik czujny był, do dziecka podszedł i o coś zapytał, mały ręką wskazał w kierunku plaży. Znowu chwilę z dzieckiem rozmawiał rozglądając się, po czym, prawdopodobnie poprosił by chłopiec zaprowadził go do rodziców. I dziecko zaprowadziło ratownika, kilka metrów od wody, gdzie za parawanem, głupkowato się uśmiechając stała mama chłopca.
Ratownik musiał jej dość ostro przemówić do rozumu, bo po chwili przestała się uśmiechać.
I znowu kompletnie nie pojmuję jak można małe dziecko samo posłać do wody, nawet obserwując, ale z kilku metrów. Jak u diaska chciała zareagować jakby zaczęło się coś dziać? Kiedy zorientowałaby się, że dzieje się coś złego? Nieodpowiedzialna kobieta.
Ludzie! Rodzice! Opamiętajcie się!
Najważniejsze bezpieczeństwo dziecka, a nie własna wygoda.





środa, 10 lipca 2013

Czas zabaw - fotorelacja

Wakacje! Jakby kto jeszcze nie odczuł to od mniej wiecej dwóch tygodni labę mamy. Właściwie kto ma ten ma, bo młodziez na pewno, a nam trzeba ruszyć z lekka zardzewiałe tryby i wykazać się choć ociupinką kreatywności w stosunku do własnej latorośli, co by dom w całości po wakacjach się ostał.
Z kreatywnością osobiście jestem troszku na bakier, więc póki co królują u nas place zabaw oraz plaża w ilościach co prawda mizernych, ale zawsze.






















A czemu na plaże rzadko? Ano matka nie posiada odpowiedniego przyodzienia, o figurze juz nie wspomnę. Jeszcze na figurę to machnę ręką, ale jak cycki wyłażą ze stanika zakupionego w epoce kamienia łupanego to już tak gorzej... z samopoczuciem moim gorzej, bo uwierał i we znaki się dawał.
Stąd po tej jednej eskapadzie na kolejną, bez nowego stroju, ochoty nie mam.

Na szczęście są place zabaw. Wprawdzie wyczyny młodszej przyprawiają mnie czasem o palpitację serca i nagły brak powietrza, ale jakoś brniemy wspólnie do przodu. Niewątpliwie matczyny głos: chodź tu, uważaj, nie tam, nie tak wysoko...itd. roznosi się w nadmiarze, ale taka ma natura, choć z nią walcze dzielnie to jednak w większości wypadków przegrywam, no chyba, że mocno powieki zacisnę i udawać będę, że mnie nie ma tam gdzie jestem i nie widzę tego co widzę albo wydaje mi się, że widzę albo zaraz zobaczę.


















W dbałości o matczyną psychikę, dzieci od czasu do czasu przysiadały na chwil parę i radosną twórczość kredą do asfaltu uskuteczniały.














piątek, 14 czerwca 2013

No dobra, już jestem

Mieliśmy  gościa przez kilka dni.
Dzięki temu mogliśmy udać się na...














...plażę.
Było szaleństwo na piasku i moczenie nóg. Dwie i pół godziny, które dawały nadzieję, że dzieci padną i szybko zasną. Niestety, nadzieje okazały się być płonne. Młodzież rozochocona wcale nie zamierzała zbyt wcześnie zakończyć dnia.

Przekonałam się również, że jeszcze w to lato sama z dwójką nigdzie sie nie wybierę, a już na pewno nie na plażę.
Mati wprawdzie potrafi przez czas dłuższy bawić się stacjonarnie, ale Wiki to już nie. Ona chce zwiedzać i badać świat dookoła, więc sobie maszeruje.. Gdziekolwiek byle przed siebie i zołzę pilnować trzeba co by zbyt daleko się nie zapuściła.

Któregoś ranka wyciieła numer, bo zeszła sobie sama z drugiego piętra po schodach. Braciszek drzwi otworzył, mama wybyła do kuchni po torbę, a tata po prostu nie zareagował, więc przez nikogo nie zatrzymywana, poszła sobie. A co!
Matko, o mało na zawał nie zeszłam.
Dobrze, że drzwi na ulicę były zamknięte, bo przy tych drzwiach właśnie ją dopadłam.
Księżniczka ma zatem etap "ja", "siama", "moje"...
Jednym słowem trenuje moją cierpliwość.