poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Kolejny Wielki Dzień

Dziś moja Wiktorka skończyła roczek! Ten dzień wyobrażałam sobie całkiem inaczej. Planowałam tort-księżniczkę i mnóstwo kolorowych balonów. No i goście...Wprawdzie tylko dziadkowie mieli być, ale i tak miało być inaczej. Wyszło jak wyszło. Przede wszystkim choroba Wikusi popsuła wszystko. Od kilku dni mała to stan podgorączkowy, to wymioty i biegunka, a dziś z kolei temperatura poniżej normy i dziecię me słabiutkie i zataczające się. No i z lekka spanikowałam. Z gorączką to ja wiem co robić, ale z niską temperaturą i takim osłabieniem to już wiedza moja znikoma, a właściwie to żadna. Wprawdzie troszkę "edukowałam" się dzięki możliwościom jakie daje internet, ale co lekarz to lekarz. Z niepokojem rodzinnemu zdałam relację, a jak doszłam, że dziś rano mała osłabiona z temperaturą 35,8, to usłyszałam "I bardzo dobrze" Że co? Chyba się przesłyszałam? Jednak nie. Wedle lekarza to znak, że organizm pozbył się paskudztwa, a po walce z nim jest tak osłabiony, stąd tak niska temperatura. Elektrolity i lakcid powinny małą postawić na nogi. I rzeczywiście. Mała wypiła może z dziesięć łyków tego słonawo- malinowego paskudztwa (większej ilości kategorycznie pić odmówiła) i po około godzinie już było widać poprawę. Późnym popołudniem nawet chwyciła za chleb i sobie żuła. Zważywszy na fakt, że od trzech dni tylko pierś chciała, to już prawdziwy postęp w żywieniu.
Wracając do powiedzmy, że imprezy urodzinowej, to z tortem tez się nie udało. Znalazłam nawet gdzie mogą mi ten "księżniczkowy" tort zrobić i zaplanowałam sobie, że go w sobotę na spokojnie zamówię. Ale w sobotę otrzymałam od moich rodziców telefon, że dziadek tylko niedzielę ma wolną i czy mogliby w niedzielę być.Oczywiście, że tak, ale tym sposobem nie mamy tortu! M. wyruszył na poszukiwania, jakiegokolwiek już, byle był. Na szczęście się udało. Z tortem się udało, ale niestety M. dostał pilny telefon i musiał iść w niedzielę do pracy. Mała źle się czuła, więc dziadkowie też długo nie pobyli i się ulotnili. Ale prezent zostawili.
No cóż, w tym roku nie bardzo się udało, ale nadrobimy w następnym. Najważniejsze, że Wiktoria lepiej się czuje, reszta nie ma znaczenia.



Niestety fotki też wyszły nieciekawe (dużo zamglonych), a do tego jeszcze moja niewyjściowa fryzura, bo wyjściową miałam zaplanowaną na poniedziałek, po wizycie u fryzjera.
Wszytko po wariacku. Samopoczucie Wikusi nie pozwoliło się cieszyć prezentami, natomiast Mateuszowi bardzo siostrzane prezenty przypadły do gustu. I on bawił się na całego, a Wiki z poważną mina bacznie go obserwowała. Od czasu do czasu wyrywała się, żeby chociaż dotknąć, ale Mati dzielnie bronił dostępu do zabawek. A Wiktoria szczególnie nie nalegała, wolała się we mnie wtulić.

9 komentarzy:

  1. Samych słonecznych dni Wikuniu=]

    OdpowiedzUsuń
  2. zdrówka Wikuniu, i najlepszego :*

    OdpowiedzUsuń
  3. sto latek dla wspaniałej solenizantki:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. a wiec koniecznie życzyć muszę zdrowia Maleńkiej! samych radosnych i ciepłych dni! całujemy!!

    OdpowiedzUsuń
  5. 1oo lat Maleńkiej ! Duo zdrówka :* !!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdrówka dla Maleńkiej, 100 lat i najwazniejsze, że z najbliższymi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zdrowka i samych wspanialosci dla Wikuni:*

    OdpowiedzUsuń
  8. 100 lat ...słonika ...strusia i milion baloników... samych slonecznych dni :*:*:*:*:

    OdpowiedzUsuń

Zawsze chętnie przeczytamy co mają do napisania inne mamy :) Zapraszamy do komentowania