![]()
Słuzba zdrowia czasami potrafi zaskoczyć pozytywnie. Miesiąc temu byłam u neurologa ze względu na moje bardzo częste bóle głowy. Po badaniu i wywiadzie pani doktor stwierdziła, że wszystko wskazuje na to, że mam napięciowe bóle głowy. Poza tym nie podobała jej się moja szyja (zresztą nie tylko jej, bo mojemu rodzinnemu również wiec wystawił mi skierowanie do endokrynologa) w związku z powyższym dostałam skierowanie na tomograf komputerowy i zrobienie wyników na tarczycę.
Tomograf miałam umówiony na dziś na 9:45, ale ubzdurało mi się, że mam na 9:00 i tak się stawiłam.
Dopiero w szpitalu zorintowałam się, że jestem za wcześnie. Stałam i dumałam co ze soba zrobić, bo do domu wracać mi się nie chciało.
Zostałam zauważona przez lekarza.
Uśmiechnał się jak usłyszał, że jestem za wcześnie, wział skierowanie i kazał poczekać. Czekałam może z 10 minut i zostałam poproszona na badanie.
Trwało ono kilka minut i wystarczyło, żebym zaczeła odlatywać, jeszcze z minutę, dwie i jak nic rozległoby sie moje chrapanie.
Mało tego, wynik do odebrania mam już w poniedziałek.
Tempo zaskakujące, nieprawdaż?
Jedyny minus dzisiejszego dnia to ból głowy, cholerny ból głowy. Na tomograf należy stawić się na czczo, ja zawsze jem śniadania, więc już w szpitalu czułam, że z głodu zaczyna boleć mnie głowa. Po wszystkim zjadłam i wzięłam tabletkę jeszcze w szpitalu, ale już było za późno.
Dogorywam, a upał wcale mi nie pomaga ( i hałas z ulicy również).
A wyniki tarczycy w normie, więc nie wiem rejestrowac się czy nie do endokrynologa? Może jedynie zrobiłby mi USG szyi, której wszyscy się czepiają.