sobota, 29 czerwca 2013

Wyłączone myślenie?

Wczoraj ostatni dzień roku przedszkolnego nastał. Przed nami, jak się nic nie zmieni, miesiąc wakacji. Już się zaopatrzyłam w tabletki antystresowe, no, dokładnie suplementy z zawartością witamin z grupy B i magnezu. Żeby nie zwariować.
Obiecałam wczoraj młodzieży, że po przedszkolu pójdziemy na plac zabaw. Tyle, że z wczorajszą organizacją czasu u mnie kiepsko było i wyszłam z domu bez zabawek do piaskownicy.
Mati jednak czujny i spostrzegawczy był i o zabawki sie dopominał. Powędrowalismy zatem do domu, gdzie, przyznaję wredna matka ze mnie, chciałam sie wywinąć od placu zabaw.
Powód? Ano nie chciało mi się. Poza tym głodna byłam.
Mati jednak dobrodusznie pozwolił mi pożywić się i nie odpuszczał. Wyboru nie miałam.
Zjadłam...
I tu mi sie myślenie wyłączyło
...arbuza!
Ilość całkiem sporą zjadłam. Po czym zabrałam dzieci i wyruszyliśmy na plac zabaw. Spojrzałam w niebo i coś mi się nieciekawie ciemne zrobilo. Zarządziłam, że na najbliższy podwórkowy plac zabaw idziemy.
Mati wyraził niezadowolenie, ale ja uparcie podążałam na z góry upatrzone stanowisko.
Burki Mateusza ustały na widok pustego placu zabaw. Cały dla nich.
Pobiegli z głosnym krzykiem, a ja rozsiadłam sie wygodnie na pobliskiej ławce.
Po 10 minutach...
O, żesz...zaskoczyłam, że arbuza zjadłam, bo poczułam konsekwencje tego czynu.
Cholera, przecież nie zabiorę ich teraz z placu, bo mi życ nie dadzą.
Ścisnęłam zatem kończyny dolne i udawałam, że nie czuję tego co czuję.
- Mamo, chodź! -wołał Mati
- A muszę? - odkrzykiwałam
- No chodź!!!
Raz, drugi, a nawet czwarty sie ruszyłam...a potem już tylko dyskutowałam, bo nie miałam odwagi wstać.
Wytrzymałam około półtora godziny, po czym zarządziłam;
- Koniec! Do domu!
Dzieci zaczeły protestować.
Powiedziałam do starszego licząc na zrozumienie.
- Mati idziemy, bo się zesikam!
- Oj mamo, wytrzymasz1
- Nie wytrzymam!
Dzieć spojrzał na mnie i ustąpił. Widać mina moja przemówiła  nawet do czterolatka.
Prawie biegiem do domu. Na klatce Młody zameldował, że jemu też się chce i, że on pierwszy. Chyba żartuje sobie ze mnie!
- Mati! Ja muszę!
- No dobra - znów uległ
Dałam radę! Jupii!

3 komentarze:

  1. dzielna dziewczyna :) ja bym w krzaki chyba poleciala :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku współczuję! Sikanie to moja zmora i nie tylko w ciąży. Odkąd pamiętam to jak gdzieś wychodziłam to zawsze miałam problem bo do wc chciało mi się w nieodpowiednim momencie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Hihihi, grunt, że zdążyłaś:)

    OdpowiedzUsuń

Zawsze chętnie przeczytamy co mają do napisania inne mamy :) Zapraszamy do komentowania