piątek, 14 grudnia 2012

Szalony piątkowy poranek

Generalnie wpadłam wczoraj na głupi pomysł. Pomyślałam, że jak, wyjątkowo, maluchy będą spać ze mną to przestanę do nich latać i choć jedną noc prześpię.
Mój błąd.
Spałam chyba z koparką i jakimś walcem. Na dodatek miał on włączony silnik, bo chrapał cała noc (powiększone migdały).
Wstałam zatem stłamszona, niewyspana, generalnie ledwo żywa.
Powtórek nie przewiduję.
Jak to zwykle bywa o poranku trzeba było skorzystać z toalety. Szarańcza dla towarzystwa również się przypałętała.
I tu błąd numer dwa. Zapomniałam wczoraj, po kąpieli bąbli, wypuścić wody. Zatem woda nadal miała się całkiem dobrze w brodziku i zabawki jej towarzyszące również. Wiki na widok gumowej kaczuchy od razu straciła zainteresowanie otoczeniem, ale kaczuchą niestety nie. W konsekwencji cała piżama mokra i trochę podłogi.
Zabrałam młodej zabawkę i wyprowadziłam z łazienki.
Błąd numer trzy.
Mała dostała mega wścieku, histerii i ogólnie niepohamowanej furii.
Przebranie jej graniczyło z cudem, ale się udało. W końcu straciłam do rozdarciucha cierpliwość i zaprowadziłam ją na fotel do ich pokoju. Posadziłam i powiedziałam "Jak się uspokoisz to po ciebie przyjdę".
Cisza nastąpiła po jakichś dziesięciu sekundach. Odczekałam jeszcze chwilkę i wzięłam ją na ręce.
Uspokoiła się. Uff...




12 komentarzy:

  1. O współczuję... To naprawdę ciężki poranek. Ale super, że się tak szybko uspokoiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, sama byłam zaskoczona. Myślę, że metoda jej nie obca, bo zapewne i w żłobku podobna stosują, bo nawet na milimetr się nie ruszyła.
      Panie w żłobku zgodnie twierdzą, z moja córcia "ma charakterek" i daje im czasami popalić.

      Usuń
  2. Też się ostatnio skusiłam, bo córcia przeziębiona, więc bidula... i razem w moim łóżku zasnęłyśmy. Nie powiem, spało mi się nieźle. Ale obudziłam się z tyłkiem (a mam wielki) wiszącym nad podłogą, nogami córki wbitymi w mój brzuch i ogromnymi siniakami na nogach. Gdy przy śniadaniu tradycyjnie spytałam latorośl, co jej się śniło, odpowiedziała, że była rycerzem i walczyła ze smokiem. Chyba wiem, kto odgrywał rolę smoka :/

    OdpowiedzUsuń
  3. człowiek całe życie uczy się na błędach... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. nie unikniemy ich. A szkoda.

      Usuń
  4. Znam takie ciekawe poranki i współczuję:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wszystkie mamy troszkę starszych dzieci je znają

      Usuń
  5. Też parę razy powiedziałam sobie "nigdy więcej"...ostatnio przy kolacji, kiedy to Adikowi tłumaczyłam, że musi zjeść kaszkę, bo inaczej będzie w nocy głodny. Mówił "nie", ale bez jęków jadł...do czasu kiedy wszystko zwrócił na mnie, na siebie, na sofę, podłogę i dywan...od tamtej pory powie dwa razy nie przy posiłku i kończymy jedzenie...nigdy więcej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli o posiłki chodzi to ja nigdy nie zmuszam. Również jak usłyszę "nie" to nie. Jak któreś będzie głodne to zawoła :)

      Usuń
  6. Tak to jest, błędy popełniamy, żeby drugi raz ich nie popełnić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety jeśli o dzieci chodzi, to zdarza się niestety podobne błędy (np. spanie razem) popełniać kilkakrotnie. Potem zarzekać się, że nigdy więcej, aż do następnego razu :)

      Usuń

Zawsze chętnie przeczytamy co mają do napisania inne mamy :) Zapraszamy do komentowania